Takie tam sprzed roku (wyszperane ze wspomnień na FB):
Wracam sobie dzisiaj z Olkiem i tak mu opowiadam jak to było kiedy byłem w jego wieku...
- Wiesz, ja to sam chodziłem do szkoły, no może nie sam bo z kolegami z osiedla. Ale nikt nas nie odprowadzał...
-Jak to?
- Normalnie, tak od pierwszej klasy, klucz na szyji, tak jak Ty nosisz po szkole do szatni.
- A jak wracałeś?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W świecie Aleksandra i Zośki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W świecie Aleksandra i Zośki. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 16 listopada 2017
wtorek, 14 czerwca 2016
426. Rozmowy po meczu
Jedziemy z Olkiem w metrze. Pytam:
- Olek? Gadaliście w szkole o meczu?
- No trochę gadaliśmy.
- A co gadaliście?
- Gadaliśmy, że <tu podniesionym głosem> "Le-gia! Mistrz, mistrz, mistrz!" albo <tu już prawie krzykiem> POL-SKA! <klask, klask, klask> POLSKA GO-LA!...
poniedziałek, 14 grudnia 2015
niedziela, 10 maja 2015
środa, 6 maja 2015
195. Dużo czy mało
Olek od kilku dni męczy mnie pytaniem: "Tato, kiedy są moje urodziny?".
Wczoraj powiedziałem mu, że jeszcze z pół roku.
- To znaczy ile?
- Sześć miesięcy.
- To mało.
- Ale wiesz, każdy miesiąc ma po około 30 dni więc dużo.
Dzisiaj znowu mnie męczy, odpowiadam, że jeden dzień mniej niż wczoraj.
- Czyli pięć dni?
- Nie, nie. Oluś, pół roku to więcej niż sto dni. A przecież sam wiesz, że sto to... No właśnie dużo czy mało?
- Dużo.
- No właśnie. Tak na przykład, gdy dziadek daje Ci stówę to znaczy, że dał Ci ...
- Mało!
środa, 29 kwietnia 2015
193. Świecące jajo w kieszeni
Wracamy wczoraj po obiadku od Teściowej. Wróciła od Szwagierki to i dzieciakom jakieś gifty przywiozła. Olek dostał jaja z pokemonami. Taki gadżet w diodą w środku. Gdy się naciśnie na przycisk to dioda świeci. Na drodze fali elektromagnetycznej jest slajd z potworem i można go wyświetlić np. na ścianie. Fajna sprawa, też się trochę pobawiłem.
Ale do rzeczy... wychodzimy na dwór, deszcz leje. Prośba do Olka, aby schował jajka do kieszeni i zasunął suwak. Tak profilaktycznie aby mu nie zamokły.
Przez całą drogę do tramwaju Olek męczy "Czy mogę wyjąć jajo?". Odpowiedź: " Nie, nie możesz. Dopiero w domu".
Wsiadamy do tramwaju już trochę przemoczeni. Lekki tłok. Jedziemy jeden przystanek. Olek swoje, my swoje.
Zwolniło się miejsce, więc zostało zajęte przez Zośkę i Olka.
Obok siedzących dzieciaków stoi Pan z parasolką.
Olek swoje, my swoje.
W pewnym momencie Olek zbliża palec do Pana parasolki:
- Mamo, mogę dotknąć?
- Nie możesz. To nie twoja parasolka. Jak chcesz to dam Ci moją.
Olek do Pana z parasolką:
- Dzień Dobry Panu. Czy mogę dotknąć?
- Jeśli chodzi o mnie to możesz dotknąć ale nie wiem jak mama?
Olek: - Mamo mogę?
Mama: - Możesz.
Olek dotknął palcem:
- Fajna proszę Pana - i zaczął gładzić drewnianą rękojeść - no, naprawdę fajniutka... A wie Pan co. Popatrzy Pan na moje spodnie, ale mam mokre co nie? Wyglądam jakbym się posikał.
- :)
- A wie Pan co? Ja mam w kieszeni takie świecące jajka. Jak się naciśnie przycisk to one świecą i tam są takie potwory co można oglądać, chce Pan zobaczyć?
- No chcę.
- Mamo, mogę Panu pokazać?
- Możesz.
- To pokażę Panu to niebieskie.
Olek wyciąga jajo z kieszeni i kieruje strumień światła na spodnie Pana w okolice... hmmm... i mówi:
- O widzi Pan jak fajnie świeci, no proszę, niech Pan popatrzy.
Pan (i Panie z okolicy) schylają się i oglądają Pana spodnie w okolicy... hmmm...
Ubaw po pachy :)
wtorek, 31 marca 2015
169. "Narzeczona"
Wbijamy rano do autobusu. Rozglądam się i mówię do Olka:
- Olek, tam z przodu to chyba Twoja narzeczona siedzi.
- Oj taaatoooo!!!! Nie mam żadnej narzeczonej! I ja się nigdy nie ożenię!
- Tak wiem, też tak kiedyś mówiłem.
- To było nie mówić! (i szeptem) I nie mów tak więcej przy ludziach.
Po przesiadce do metra jechaliśmy już razem z "narzeczoną" i jej mamą. Szarańcza dokazywała, a gdy przyszła pora wysiadki współpasażerów:
Olek: No to pa, i pamiętaj - myśl dzisiaj o mnie!
"Narzeczona": Dobrze, to pa i buziaczki!
O_o ??
czwartek, 19 marca 2015
157. Scyzoryk
W dniu wczorajszym Castorama zaczęła obchodzić swoją pełnoletność i w związku z tym zafundowali klientom loterię.Wybrałem się na zakupy (drobne) i "ciach" - pierwszy kupon i wygrana "upominek":
Przychodzę do domu i pokazuję Olkowi. Młody po obejrzeniu:
- Tato, czy ten nożyk będzie dla mnie gdy trochę dorosnę?
- Hmm, tak, w sumie może być Twój.
- No to dobrze. To teraz go odłóż i nie dotykaj bo od teraz ja nim rządzę!
156. ... wali ...
Jedziemy z Olkiem autobusem czyli dzień jak co dzień.
Młody wypatrzył wolne miejsce i usadowił się na nim.
Olek: Tato, co tu tak pachnie jajem? (powiedział tak, że pół autobusu go słyszało i ja bym tego "pachnięciem" nie nazwał, ale coś wisiało w powietrzu)
Ja: Nie wiem...
Olek: ... albo raczej kupą ...
Ja: No naprawdę nie wiem.
Olek wstając z siedzienia: Nooo tato, naprawdę coś tu wali!
Nie udało mi się namierzyć kto wykonał podejrzane ruchy - bo to słowach Olka kilka osób zaczęło się nerwowo ruszać.
155. Myto
To była niedziela, wyszliśmy sobie we czwórkę na spacer.
Spotkaliśmy sąsiadkę i żona stanęła z nią na uboczu trzymając Zośkę za rękę aby chwilę porozmawiać.
Po chodniku, z naprzeciwka idzie sobie jakaś pani tocząc wózek przed sobą.
Olek stanął na środku chodnika w dużym rozkroku i wyciągnął ręce na boki.
Ciągnę go za rękę i mówię: "Olek, przepuść Panią",
Olek: "Nie! Niech Pani płaci myto!"
Pani zapłaciła - uśmiechem :)
piątek, 6 marca 2015
146. Biały
Zośka: Biały to czystość!
Mama: Tak. Na białym wszystko widać.
Olek: Chociaż... na białym nie widać białego.
Mama: Tak. Na białym wszystko widać.
Olek: Chociaż... na białym nie widać białego.
145. Przemyślenia Zośki
Jedzie Zośka z mamą w autobusie:
Z: Mamusiu, Ty wiesz, że ja wiem wszystko?
M: Zosiu, a skąd Ty taka mądra jesteś?
Z: Nauczyłam się.
M: A gdzie?
Z: No przecież od Ciebie!
Z: Mamusiu, Ty wiesz, że ja wiem wszystko?
M: Zosiu, a skąd Ty taka mądra jesteś?
Z: Nauczyłam się.
M: A gdzie?
Z: No przecież od Ciebie!
poniedziałek, 12 stycznia 2015
129. Ahhh, gdybym miał dyktafon...
...lub włączył nagrywanie w smartfonie to wpis byłby dłuższy. Dzisiaj w autobusie znowu co nieco się działo. Byłoby pół godziny śmiechu, a tak zapamiętałem jedynie trzy sytuacje.
Ale zacznę od początku.
Wsiadamy na pętli. Mamy ten przywilej, że na pętli jest szansa zająć miejsce siedzące. Dzisiaj jeszcze było, więc biorę Olka na kolana i jazda...
Następny przystanek... wsiada Olka "narzeczona" z mamą. Miejsc już nie ma, stają obok nas i stoją. Wspomniałem już, że miejsc już nie ma. A tak...
W tym miejscu przestrzegam Was - nie używajcie napojów energetyzujących i innych wspomagaczy przed podróżą. Pomagają tylko na chwilę. Dodają PAŁERA tylko aby tłumnie i na HURRA wskoczyć do autobusu i zająć miejsce. Dlaczego o tym piszę? Bo gdy Olka "narzeczona" z mamą stanęły obok nas (generalnie przy miejscach wyznaczonych m.in. dla osób z dzieckiem) nagle wszyscy padli ze zmęczenia. Popadali jak muchy. Drugi przystanek za pętlą, minuta jazdy i wszyscy śpią. Po co wspomagać się czymś co działa tak krótko? A jak mówi stare porzekadło "Nie śpij bo Cię okradną".
No dobra... powiedziałem tej mamie aby dała młodą na drugie kolano, i się zaczęło... najpierw niewinne zaczęli się miziać palcami po twarzach. Chwila nieuwagi młodej i już Olek ją całuje w policzek (nie wiem czy na 100% mu się udało, ale tak to wyglądało).
Ja: Olek, co Ty robisz?
Olek: Oj, nie mogłem się powstrzymać.
Ja: Ale Olek, tak nie można. Zobaczysz, powiem mamie.
Olek (półszeptem): Mojej mamie możesz powiedzieć, ale nie mów mamie tej dziewczynki, dobra?
Jedziemy dalej. W pewnym momencie dziewczynka wyciąga zabawkę - gumową jaszczurkę. Bawią się chwilę i w końcu:
Olek: Wiesz, opowiem Ci o wulkanach.
Ja: A Ty się znasz na wulkanach?
Olek: No jasne, znam dwa rodzaje.
Olek do dziewczynki: Bo wiesz, kiedyś dawno temu jak żyły dinozaury, ze milion lat temu taki wulkan...
Ja: Chyba asteroida?
Olek: Przecież mówię, że meteoryt... Ten meteoryt uderzył w Ziemię i zabił te wszystkie dinozaury...
W tym momencie dziewczynka zaczyna coś tam mówić (nie załapałem czy do siebie, czy do swojej mamy). Olek Swoje, ona swoje.
Olek: CZY TY MNIE W OGÓLE SŁUCHASZ? MÓWIĘ DO CIEBIE! ... i wtedy jeszcze niestety nie żyli ludzie, wiesz?...
Jedziemy dalej:
Dziewczynka: A ja będę miała biurko.
Olek: A ja mam biurko.
Dziewczynka: Chyba takie małe?
Olek: Nieee, duże i stoi na nim mój komputer.
Ja: Chyba mój?
Olek: Wszystko, co stoi na moim biurku jest moje! (i do dziewczynki): I wiesz, Tata czasami gra na tym moim komputerze w takie straszne gry. I dużo ich ma, a ja nie mam żadnej.
Ja: O sorki kolego, masz jedną.
Olek do dziewczynki: No mam jedną... ale na MOIM komputerze to ja powinienem mieć dużo gier a tata jedną, prawda?
Chyba na imieniny dostanie knebel...
piątek, 9 stycznia 2015
128. Formuła 1
Jedziemy sobie z Olkiem, standardowo, autobusem.
-Tato?? Dlaczego Formuła 1 jest najlepsza?
- Najlepsza? Chyba najszybsza... Ale wcale nie jest najlepsza - to zależy. Bo widzisz, na torze wyścigowym będzie najlepsza bo jest właśnie najszybsza. Ale tutaj, na ulicy nie będzie najlepsza, bo byle pierdziawka ją wyprzedzi.
- A właśnie, że będzie najlepsza!
- Tutaj? W tym korku?
- A jak nie będzie korka?
- No to chyba w weekend...
- Może być w weekend...
- Ale i wtedy nie będzie najlepsza, bo jak będzie chciała skręcić to się nie zmieści, wypadnie z ulicy i wpadnie na przystanek albo na trawnik.
- No i co z tego?... Tato, kupisz mi taki bolid, ale nie taki mały tylko taki abym mógł do niego wsiadać i kierować.
- Ale to dużo pieniędzy kosztuje. Będziesz musiał kieszonkowe odkładać.
- A ile?
- No... do jednej skarbonki się nie zmieści...
- Nie szkodzi... mam drugą...
- O mam pomysł, może sami zrobimy?
- Żartujesz?! Ja nie chcę takiej robionej. JA chcę taką prA-wdzI-wĄ. Ale nie może być taka bardzo szybka i taka bardzo wolna też nie może być.
- Czyli taką średnią?
- Tak.
- Wiesz, taką to... gdybyśmy mieli bardzo dużo klocków Lego, to moglibyśmy z nich zbudować.
- Na głowę upadłeś? Przecież z klocków Lego nie buduje się prawdziwej wyścigówki... Nie wytrzymają.
- Jak to nie? Przecież są twarde i mocne.
- Ale to nie wytrzyma jak ja tam wsiądę i ty wsiądziesz. I jak mama wsiądzie i Zosia wsiądzie.
- Dobra, to zbieramy na taką prawdziwą.
- Ale nie za szybką i nie za wolną.
- Dobra.
- Lubię Cię Tato.
- :)
środa, 5 listopada 2014
120. Stary dziadek
Wracamy we czwórkę autobusem do domu. Olek u mnie na kolanach. Zośka u żony. Po skosie po przeciwnej stronie korytarza siedzi sobie starszy Pan. Łypałem na niego, bo z twarzy przypominał mi "Doktora Wilczura".
No to tak sobie jedziemy i w pewnym momencie Olek pokazując na niego krzyczy:
- Mamo, patrz, stary dziadek!
Żona oczy w słup, ja nabrałem rumieńców i mówię do Olka:
- Olek to nieładnie tak pokazywać i mówić, przeproś Pana!
Olek:
- Przepraszam Pana!
Pan się uśmiechnął i kiwnął głową.
Po chwili Olek:
- No to jak mam nazywać starych dziadków?
<ZONK!> ... dobrze, że użył określenia "dziadek" swoją drogą :)
Potem już w domu, mówię do Młodego:
- Olek, a jeśli to był Św. Mikołaj w przebraniu i sprawdzał jak się zachowujecie w autobusie?
Olek z poważną i zakłopotaną miną:
- Ojej, myślisz, że to mógł być on?
wtorek, 14 października 2014
115. Kolekcjoner ...
Z dnia: 10-10-2014
Odbieranie Młodego ze szkoły to zawsze wyzwanie. Nigdy nie wiesz czym Cię zaskoczy...
Np. wczoraj:
To, że zapomniał części rzeczy do plecaka schować - pikuś. Przyzwyczaiłem się.
To, że plecak upierdzielony pasztetem, bo nie dojadł i wrzucił jak popadnie - pikuś. Przyzwyczaiłem się.
Ale na pół reklamówki kamieni w szafce w szatni nie byłem przygotowany...
-Olek! Co to jest?
-Moja kolekcja kamieni
-Ale skąd się tu wzięły?
-Przyniosłem w kieszeniach.
-Masz to posprzątać!
-... No dobra..... A tato, tato widzisz tego chłopaka?
-Widzę... I co?
-On mi zabrał kawałek meteorytu!
-Skąd wiesz, że to był meteoryt?
-Oj tato! Bo jak robiłem kolekcję to spadł z góry... Zresztą ja się lepiej znam na meteorytach to wiem.
Np. wczoraj:
To, że zapomniał części rzeczy do plecaka schować - pikuś. Przyzwyczaiłem się.
To, że plecak upierdzielony pasztetem, bo nie dojadł i wrzucił jak popadnie - pikuś. Przyzwyczaiłem się.
Ale na pół reklamówki kamieni w szafce w szatni nie byłem przygotowany...
-Olek! Co to jest?
-Moja kolekcja kamieni
-Ale skąd się tu wzięły?
-Przyniosłem w kieszeniach.
-Masz to posprzątać!
-... No dobra..... A tato, tato widzisz tego chłopaka?
-Widzę... I co?
-On mi zabrał kawałek meteorytu!
-Skąd wiesz, że to był meteoryt?
-Oj tato! Bo jak robiłem kolekcję to spadł z góry... Zresztą ja się lepiej znam na meteorytach to wiem.
114. Kontrola biletów ...
Z dnia: 01-10-2014
Taka sytuacja. Kontrola biletów w tramwaju. Ja z Olkiem stoimy, Aga z
Zośką siedzą. Kontroler sprawdził mi bilet. Agę ominął i poszedł dalej.
Olek: - Proszę Pana! Proszę Pana! Mamie też niech Pan sprawdzi. Ona też ma.
Olek: - Proszę Pana! Proszę Pana! Mamie też niech Pan sprawdzi. Ona też ma.
113. Uwagi w zeszycie ...
Z dnia: 24-09-2014:
- Olek, dlaczego jesteś w szkole niegrzeczny i ciągle przynosisz uwagi w zeszycie?
- Bo jeszcze trochę i zapiszą mi cały zeszyt i już nie będę dostawał uwag.
...
- Ale wiesz... potem kupimy nowy zeszyt.
- Yyyy....
- Bo jeszcze trochę i zapiszą mi cały zeszyt i już nie będę dostawał uwag.
...
- Ale wiesz... potem kupimy nowy zeszyt.
- Yyyy....
112. Śpiewak #2
Z dnia 04-09-2014
Dzień jak co dzień. Jedziemy z Olkiem autobusem... do szkoły. Olek
śpiewa wymyśloną przez siebie piosenkę jak to fajnie iść do szkoły na
nutę "Pojedziemy na łów".
W końcu mówię:
- Olek, przestań już śpiewać.
-Ale ja chcę śpiewać.
-Ale nie wszyscy chcą słuchać jak śpiewasz.
Chwila spokoju.
Po chwili Olek znowu zaczyna.
-Olek!
-No co? Przecież ja nie śpiewam tylko mówię śpiewająco.
W końcu mówię:
- Olek, przestań już śpiewać.
-Ale ja chcę śpiewać.
-Ale nie wszyscy chcą słuchać jak śpiewasz.
Chwila spokoju.
Po chwili Olek znowu zaczyna.
-Olek!
-No co? Przecież ja nie śpiewam tylko mówię śpiewająco.
111. Pistolet na wodę ...
Z dnia: 09-08-2014
Olek właśnie bawi się karabinem na wodę. Nalewa wodę i psika sobie przez
balkon. Mówię: "Olek, weź daj spokój, ktoś będzie szedł i go
opryskasz... a jak będzie szedł pan ochroniarz...". Olek na to z
szelmowskim uśmiechem na twarzy: "Nooo to coooo?"
Subskrybuj:
Posty (Atom)

